Dorota Barbarewicz
Nazywam się Dorota Barbarewicz (Kalkowska). Moją wielką pasją jest muzyka. Z zawodu jestem muzykiem instrumentalistą oraz nauczycielem wczesnej edukacji. Obecnie studiuję dwa kierunki: Na Akademii Muzycznej na wydziel instrumentalnym – FAGOT(II lic.) oraz na Uniwersytecie Gdańskim – Pedagogika (I mgr).
Każdy z nas ma inną historię dotyczącą problemów ze wzrokiem. Ja tak na dobrą sprawę nie pamiętam kiedy się zaczęły. Być może wada wzroku towarzyszyła mi od urodzenia, ponieważ tak jak mówiła mi moja mama to urodziłam się bez oznak życia, z 2 punktami w skali Apgar, potem leżałam w inkubatorze – i to bez okularków ochronnych.
W domu nikt nie podejrzewał, że mogę mieć jakikolwiek problem z oczami, znalazłam każdą szpilkę i paproch na dywanie, a na naszej działce biegałam między drzewami (a na prawdę było ich sporo).
Gdy poszłam do szkoły zrobiono mi badania i wtedy wszystko się zaczęło… Moja mama była ze mną u wielu okulistów, ale na szczęście dzięki Bogu trafiłam pod opiekę najpierw do dr Trapkowskiej a potem do dr Lipowskiego. Dodam tylko, że moja wada wzroku w wieku 6 lat wynosiła OP -6 i OL -4 i do tego astygmatyzm obuoczny.
Wada z każdą wizytą wzrastała, do samego końca wraz z rodzicami czekaliśmy na sygnał od Pana doktora by jechać na zabieg założenia opaski na oko w Katowicach. Jednak do tego nie doszło. Moja wada w pewnym momencie wzrosła tak, że nie mogłam już dłużej nosić okularów, ponieważ była za duża rozbieżność między jednym okiem a drugim, więc od 13 roku życia zaczęłam nosić soczewki.
Od tamtej pory wada wzroku utrzymywała się około OP -16,5 OL -8 i do tego astygmatyzm. Gdy skończyłam 18 lat ostatecznie podjęłam decyzję o laserowej korekcji, jednak miałam wiele obaw i ciągle powracające pytania: „A co jak się nie uda…?”.
Postanowiłam zaryzykować i przetrwać jakoś jeszcze 3 lata do osiągnięcia 21 lat, czyli wieku, w którym gałka oczna przestaje rosnąć. Cały czas byłam pod opieką dr Lipowskiego oraz dr Zachariasz (od soczewek).
Zaczęłam szukać miejsca, gdzie takie zabiegi przeprowadzają. Natrafiłam na Blikpol dzięki mojemu doktorowi. Przed umówieniem się na wizytę przejrzałam wszystkie opinie, ku mojemu zdziwieniu wszystkie pozytywne !!! Nie było na co czekać, umówiłam się na wizytę.
Nie ma co ukrywać, że bardzo się denerwowałam, gdyż wiedziałam, że moja wada wzroku może mnie wykluczyć z zabiegu… Panie w recepcji zrobiły na mnie miłe wrażenie, zaopiekowały się mną, gdy czekałam na wizytę kwalifikacyjną do zabiegu.
Podczas badań moje oczy zostały zbadane na wszystkie strony. Dr Witold Czuszyński bardzo skrupulatnie i bez pośpiechu wykonywał kolejne badania. Najbardziej przerażającym momentem dla mnie było to, że Pan Doktor na to gorsze oko, żeby dobrze widziało założył mi szkło o mocy około -20… W mojej głowie pojawiła się myśl: „No nie uda się…”.
Powiedziałam, że nie chcę mojej wady wyzerować, tylko zmniejszyć tak, bym mogła nosić okulary albo soczewki, które nie będą kosztowały kilku tysięcy, bo były sprowadzane z zagranicy (niestety w Polsce nie robili takich mocy szkieł). Pan doktor przytaknął i zaproponował mi metodę zabiegu Femtolasik (Mam nadzieję, że dobrze pamiętam :)) i wada po zabiegu zostanie OP -6 i OL -3 tak bym mogła nosić okulary. Zgodziłam na wszystko, od razu poczułam wielkie zaufanie do dr Czuszyńskiego. Byłam z tego powodu strasznie szczęśliwa.
Nadszedł dzień zabiegu 21 lipca 2015 roku, przyjechali ze mną moi rodzice. Gdy weszłam do wyznaczonego pomieszczenia przebrałam się w fartuszek i czepek, Pani pielęgniarka pozwoliła mi wziąć mojego misia pieska, którego mam do tej pory a dostałam go od mojego brata, gdy dowiedział się, że mam problemy ze wzrokiem.
Przed samym zabiegiem dostałam na pewno coś uspokajającego oraz wpuszczano mi krople do oczu. W końcu weszłam na salę, położyłam się wygodnie, przytuliłam swojego misia i zaczął się zabieg. Było to dla mnie bardzo duże przeżycie, zapamiętałam wszystko, nawet to, że śpiewałam wszystkim piosenki :D. Tuż po samym zabiegu usiadłam sobie w pomieszczeniu przed salą zabiegową i ku mojemu zdziwieniu już widziałam o wiele lepiej !!!
Ogólnie zabieg przeszedł bardzo szybko, myślałam, że będzie trwał o wiele dłużej. Potem wraz z rodzicami pojechałam do domu.. Mój tata też był bardzo zdenerwowany, że prawie uderzył w samochód jadący przed nim, ale w ostatniej chwili krzyknęłam: „Tato hamuj!”.
Jak wróciłam do domu położyłam się spać, mój narzeczony co chwilę się mnie pytał, czy ma mi coś przynieść. Rano się obudziłam i na ścianie dostrzegłam zegar z godziną. Przez chwilę próbowałam ściągnąć okulary, bo myślałam, że mam je na nosie, ale ich tam nie było… Ja po prostu widziałam!!!
Ostrożnie wstałam z łózka i podeszłam do lustra, nie mogłam się na siebie napatrzeć, podchodziłam do każdego miejsca w pokoju i oglądałam. To było niesamowite !! Pełni nadziei pojechaliśmy na badanie kontrolne.
Doktor Czuszyński nie mógł uwierzyć, że jest aż tak dobrze !!! Widziałam prawie wszystkie litery.. Pierwszy raz odkąd pamiętam. Po prostu stał się cud! Myślę, że nikt nie spodziewał się takiego rezultatu :) !
Z takich najważniejszych momentów mojego życia po zabiegu to to, że w 2017 wyszłam za mąż, jestem bardzo szczęśliwa. Łukasza znam od 16 roku życia i on w pełni akceptował moją wadę wzroku, poniekąd nie bał się odpowiedzialności za mnie. Moja wada wzroku wcale mu nie przeszkadzała. Zabieg zrobiłam dla siebie samej i dla dobra moich oczu. Teraz nie są ciągle męczone przez soczewki.
W końcu odżyłam. W 2016 roku skończyłam Szkołę Muzyczną II stopnia w Gdyni na FAGOCIE – było dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem, obecnie na fagocie gram prawie 13 lat, to jest więcej niż połowa mojego życia!
Teraz nic mnie nie ogranicza, nawet ta moja szczątkowa wada, ale co to jest w porównaniu z tym, co było. Teraz bez żadnej korekcji widzę lepiej niż wcześniej z korekcją.
Naprawdę cieszę, że trafiłam do Blikpolu i że znalazłam się pod opieką tak dobrych lekarzy jak dr Paweł Lipowski i dr Witold Czuszyński.